W dalekich Stanach Zjednoczonych w latach 30. postrach siali Bonnie Parker i Clyde Barrow, para kochanków, która, zacząwszy od drobnych kradzieży i włamań, z czasem zaczęła przemierzać Amerykę zostawiając za sobą ciała podziurawione rewolwerowymi kulami.
Radom nie Stany, a nóż szewski nie rewolwer, ale Polska też miała swoich Bonnie i Clyde’a. A że wartości mamy inne, niż w libertyńskiej Ameryce, w świętym związku małżeńskim żyli i o wierność małżeńską walczyli. Nawet jeśli wcześniej on, jako mąż i nie mąż…
Cóż… jeśli chciało się zerwać związek bez przyszłości, można było w tamtych czasach powiedzieć „mam Cię po dziurki w nosie” i odejść (dziś mowa byłaby pewnie krótsza i treściwsza). Ale można też było nic nie mówić, dać w twarz, a nos zabrać z sobą na pamiątkę. Razem z dziurkami.


„Nowa Ziemia Lubelska”, Nr 292, 25 października 1924

RK